W przyrodzie nie ma cudów i strona sama w historii znaleźć się nie mogła.

Nie sądzę również, żeby hackerzy, prywatni detektywi lub policja dysponowały

oprogramowaniem pozwalającym umieścić w historii przeglądarki wpisy, które

potem mogliby „odnaleźć”. Czyli stronę ktoś musiał wywołać.

Pozostaje problem, czy wywołał ją celowo.

Jeśli chrome jest domyślną przeglądarką wystarczyło kliknąć link, który mógł

być w dowolnym miejscu: w mailu ze spamem czy w jakimś dokumencie. Oczywiście

link mógł być na stronie przeglądanej w chrome – czy to podany jawnie, czy ukryty

pod jakimś obrazkiem czy nie wiążącym się z tematyką strony tekstem, mógł

być również wywołany przez skrypty na stronie. Czasem mogła to być nawet

literówka w adresie wywoływanej witryny, co też jest popularne w Internecie.

Zatem strona mogła się „przyplątać”. Jeśli tak – zapewne kiedyś pojawi się znowu.

Jest jeszcze możliwość, że komputer jest zawirusowany i jakaś lewa wtyczka,

dodatek czy wyszukiwarka albo coś w tym rodzaju przekierowuje na dziwne strony.

Dla świętego spokoju radzę sprawdzić. Jest zalew tego typu szkodników.

I oczywiście w drugą stronę – zarażona mogła być oglądana witryna.

Jeśli problem dotyczy dzieci – są dostępne bezpłatne programy do kontroli rodzicielskiej

(również podobne funkcjonalności są w ramach płatnych programów antywirusowych

i firewali) i warto coś takiego zainstalować. Jeśli osób dorosłych – lepiej utworzyć

na komputerze dwa osobne konta, żeby nie było pokusy sprawdzać cudze maile

i historię odwiedzanych stron.